Do Wysockiego

 

Obiecałeś że wrócisz

nie minie pół roku

znów zaśpiewasz

 

Gdy niebo

nie wydaje dźwięku

jak pęknięta

czarna porcelana

 

Ty Uderz W Struny

 

Przekroczyłeś

Horyzont widzialności

ale słuch to zmysł

co zanika najpóźniej

może wcale nie ginie

 

Wsłuchując się w ciszę

c z e k a m y

 

D A L

 

I nie spojrzysz

dwa razy w to samo

lustro

tam też się spóźniasz

 

Choć tafla nieruchoma

pod powierzchnią

wartki nurt

wciąż wyprzedza wzrok

 

Przecierasz oczy

                   do lśnienia

                      do lśnienia

                         do śnienia

 

Refleksy zdarzeń gasząc

dotknięciem powieki

w DAL popłyniesz

na lustrzanej krze