Dla Anny Świrszczyńskiej

Twoje serce

Zegar, który śpieszy

Sto dwadzieścia uderzeń

Choć minuta jeszcze trwa

Na łące pełnej świerszczy

Czas nie co dzień

Tak głośno koncert gra

Zanim cisza przed burzą

Krzyczący kolor

Zetrze z warg

Bierzesz haust szczęścia

Niech wciąż brzmi

Tętno traw

Czasami

Czasami rozmawiam z nimi

Poetami, którzy odeszli

Bo któż, jak nie oni

Zrozumie trudy ciągłego

Przyszywania guzików codzienności

Igła ironii kaleczy palce

A stamtąd, skąd powinna

Biec mocna nić

Wielbłąd łypie okiem

W moich dłoniach materia

Tak podatna na rozdarcie

I wciąż niepozapinana

Budzi niepokój

Śledzę wykroje twarzy innych

Dokumentację ich uśmiechów

W tle maszeruje terakotowa armia

Palmy kołysze egzotyczny wiatr

Przepaść jest o krok

A oni niewzruszeni

Jakby przeszyci

Maszynowym szwem