OBOK

każdy kamień

dotknięty jest

przez śmierć

krwiobieg rzek

nie przywraca mu życia

jedynie dłonie ogrzeją go

na chwilę, zanim

wróci w wir ścierający

najtwardsze skały

na pył

nikt nie płacze nad kamieniem

przecież morze traw wysycha

w mgnieniu oka

a skrzydło ptaka

opada pod ciężarem

wiatru nie do udźwignięcia

oddechy zamknięte w pokoju

zasnuwają mgłą okna

nie widać warkocza Bereniki

niebo odwrócone

plecami do nas

TAM

Tam są ścieżki niewydeptane

a chadza nimi tylko śmierć

w lesie gdzie

nawet połamane

stoją na baczność

rzędy drzew

nie ma tu ptaków

płoszy je

echo strzałów

co brzmi nieprzerwanie

nieprzerwanie wciąż

gdzieś brzmi