Głowa Piłata

winne są też róże

 

ciężki obłok ich zapachu

opadał na Poncjusza Piłata

a wtedy

ból przecinał

jego głowę

na pół

 

nie jest jasne

która półkula

tętniła rytmem

nie do zniesienia

 

cóż za różnica

gdzie

zapadła decyzja

 

o wydaniu

dobra

złu

Początek

 

To było tamtej zimy

gdy śnieg miał smak

przejrzałej białej morwy

 

Ubiegłej wiosny

kiedy gawrony

długo nie chciały odlecieć

a spiętrzona kra

zagrażała mostom

 

Latem przy oszałamiającym

akompaniamencie świerszczy

w cieniu

ociekających miodem lip

 

a może jesienią

Na przełomie

Barw

Niebo

 

Może nie ma już

Alfy Centauri

 

Trudno znieść

te miriady

spojrzeń przeszłości

 

Bezradność słów

przebija jak kalka

wiersz niedokończony

Nocą